QUADERNI
13 maja 1944 r.
(godz. 18 dnia 12-5. Wpisuję datę 13, bo tak chce Jezus).
Spostrzeżenie, jakie czyni mi Jezus, gdy ponownie czytam dyktando z 20 lutego[282] dotyczące Męki Jezusa i bólów Maryi (zeszyt 2 P., strona 27, wiersz 11 i 12): "Zapomniałaś słowo i oczywiście nie zostało ono przepisane, co powoduje sprzeczność z tym, co potem mówisz w wizji Wielkiego Piątku[283]: spotkanie Jana z Maryją w domu Wieczernika. Napraw to tak: "I krąży między domem Kajfasza a pretorium, domem Kajfasza a pałacem Heroda, i znowu domem Kajfasza a pretorium". Dlatego właśnie Jan może powiedzieć: "...zrobiłem wszystko, co możliwe, aby mnie zobaczyła... starałem się odwołać do tych, którzy mają władzę, by uzyskać litość...". W rzeczywistości to drobiazg. Ale żyjemy pośród faryzeuszy bardziej uważnych na wyłapywanie błędów, niż byli uważni faryzeusze mego czasu. Dlatego trzeba być ze swej strony jak najbardziej czujnym. Zwykli faryzeusze uczynią cierpką uwagę: "Dlaczego Mistrz nie zwrócił wcześniej uwagi rzeczniczce na jej błąd?". Aby wam pokazać po raz kolejny - odpowiadam - że jesteście tak niekonsekwentni, iż nawet będąc "rzecznikami" czy kierownikami rzeczniczki, nie zauważacie przeoczeń, które zniekształcają fakty. Czytacie, rozważacie, przepisujecie i pozostawiacie błąd spowodowany pominięciem słowa, które przesuwa całą sytuację. Popraw i każ poprawić. Przynajmniej w oryginalnych i pełnych zeszytach. Zauważ, że słowo "Kajfasz" zostało pominięte już w twoim rękopisie. Byłaś tego dnia tak wyczerpana - z powodu długiego cierpienia po otrzymanej wizji ("Pogrzeb Jezusa i rozpacz Maryi") oraz z powodu przeżytego bombardowania - że powoli podążałaś za dyktandem. Ani nie usłyszałaś, ani nie zauważyłaś potem błędu. To nic złego. Nie narusza to żadnej świętej prawdy. Ale dobrze jest być dokładnym nawet w prawdach drugorzędnych. Wspomniani faryzeusze poczynią też inną uwagę na temat wczorajszego dyktanda. Powiedziałem: "Miałaś rację. To zbyt wiele dla ciebie. Trzeba złagodzić ten dekret". Już słyszę zgorszony chór tych doktorów kruczków: "Ale jak to? Czy Bóg nie wiedział, że to zbyt mocne? Ta bluźni, oskarżając Boga o niedoskonałość w rozumieniu i stosowaniu". Odpowiadam, raz na zawsze, słowami wypowiedzianymi przeze Mnie[284] dwadzieścia wieków temu: "...Gdyby nie skrócono dni ostatecznej udręki, nie ocalałaby żadna dusza; ale zostaną skrócone ze względu na wybranych". Jeśli może się to zdarzyć dla wszystkich wierzących ostatniej godziny - miłosierdzie tak szerokie, jak szeroka jest ziemia, by ocalić jak najwięcej dusz od rozpaczy grozy - czyż nie będzie mogło być użyte dla tej "małej", która z Bożej woli uprzedza w sobie to, czym będzie duchowa udręka dobrych w dniach ostatecznych? Oto Ja jej bronię. Ja także powinienem był nieść krzyż samotnie. Taki był dekret. Ale to było zbyt wiele dla mojej słabości. I człowiek udzielił mi pomocy[285]. A czyż nie powinna jej otrzymać ta, która niesie za was wszystkich krzyż ekspiacji tak wielki, że ją zabija? Niech ją zabija, niech tak będzie. To całopalenie. Ale by doprowadziła ją do szaleństwa w duchu, który mi powierzyła - nie. Pierwszą część próby zniosła i pozostała wierna. Tylko Ja wiem, jakie musiała stoczyć bitwy. Kusiciel obiecał jej radość. Mocniej przytuliła do siebie ból, ponieważ radość była Złem, a ona chciała iść za Dobrem. Smak owocu Dobra jest bardzo gorzki dla ludzkiego ciała. Dopiero w drugim życiu staje się rajskim miodem. Odrzucenie Szatana oznaczało dla niej ściągnięcie na siebie jego stokrotnej nienawiści. Pozostawić ją całkowicie na jego łasce oznaczałoby stracić to serce. Bóg nie jest nieubłagany. I dzięki łasce wybranych zmienia swój dekret. Ja także miałem anioła[286] w Getsemani. Nie było to przewidziane. Ale modlitwy mojej Matki mi go uzyskały. Ta, która teraz otrzymuje każdego dnia promień słońca, kroplę pociechy, chwilę czystego powietrza, aby nie umarła, zanim jej misja się dopełni, miała moją Matkę za swoją Orędowniczkę i inne dusze wybrane Ziemi i Nieba, które się za nią modliły. Miała moje Miłosierdzie, które wzniosło się jako królowa przeciw Sprawiedliwości Ojca i powiedziało: "Mam litość. Zmiłuj się i Ty". Bo jeśli Ja jestem Pierwszym, w Niebie i na Ziemi, który ma szacunek dla dekretów Ojca Przedwiecznego, jestem też Tym, któremu Ojciec powierzył wszelki sąd[287] i który dlatego może powiedzieć Ojcu memu i waszemu: "Ojcze, zmiłuj się nad tym moim stworzeniem!". Nie sądźcie też, że jest teraz wśród róż. Po miesiącu bezlitosnej surowości zna teraz godzinę wytchnienia. Ale wam, którzy, zgorszeni, sądzicie, że przywiązuje się zbyt wielką wagę do krótkiego zdarzenia, niech nigdy nie przyjdzie doświadczyć tego, co ona wciąż cierpi i będzie jeszcze długo cierpieć. Żaden z was, nieprzejednani doktorzy, nie pozostałby wierny tak, jak ona potrafiła pozostać. Ona cierpi także za was, jałowe wieże z twardego krzemienia na zewnątrz, pełne miękkiej gliny wewnątrz, za was. Za was, którzy jak zawsze nakładacie[288] ciężkie brzemiona na innych, a sami nie chcecie być obciążeni nawet ciężarem piórka. Pozwól im szemrać, Mario. Ja moim oszczercom zawsze przeciwstawiałem milczenie. Milczenie, które stawało się tym głębsze, im bardziej szemrania stawały się oszczerstwami, a oszczerstwa oskarżeniami, oskarżenia wyrokami, a wyroki bluźnierstwami. Na krzyżu milczały nawet spojrzenia... Patrzyłem tylko w Niebo, by napotkać spojrzenie Boga, i na moją Matkę, by odświeżyć duszę jej czystością. Jesteś na krzyżu i tam pozostań. Milcz i szukaj tylko Boga i Maryi." (Uwaga moja). Co do tego dyktanda, Jezus każe mi zapisać datę 13, czyli jutrzejszą. Ale podyktował mi je o godz. 18 w piątek 12-go. I zaraz po jego zakończeniu - ale zaraz, natychmiast, mój Boże, co za bitwa!, jestem tym przerażona! - powraca ta fala rozpaczy, która daje mi błyski szaleństwa. Próbuję odmówić Różaniec. Ale słyszę, jak diabeł chichocze i szydzi ze mnie. O Ojcze Przedwieczny! Zmiłuj się! To są chwile, w których szatan chce mnie przekonać, że jestem fałszywa, szalona, że wszystkich oszukuję. Chce mnie przekonać, że nic nie jest prawdą, że jestem potępiona... Krzyczałabym, gdybym była sama, żeby dać sobie ujście. Ale jestem w cudzym domu[289], i kto może to zrozumieć?... To są chwile, w których wydaje mi się snem chorego umysłu Bóg, Jezus, Maryja i ich "głosy", i ich pieszczoty... A jednak ja je słyszałam! Wciąż mam wrażenie, że na dłoni mam odcisk rany dłoni Jezusa! A jednak te "głosy" słyszałam. Czy to możliwe, że jestem szalona? Tylko z tego powodu szalona? Wszystkie inne rzeczy - korespondencję, rachunki, sprawy życiowe - wykonuję z łatwością i porządkiem. Więc? Dlaczego ten straszny demon może mnie tak dręczyć? Zniweczyć nawet pewność tego, co usłyszałam i poczułam! Czy nie wystarczy nie słyszeć i nie odczuwać w tych godzinach? Czy muszę doświadczyć nawet utraty pewności tego, co przeżyłam? O Panie! O Maryjo! Zmiłujcie się nade mną!
Poranek 13-5. Po Komunii Świętej ku czci Niepokalanego Serca.
Mówi Maryja: "Chcę, abyś lepiej zrozumiała moje Radości. Chętniej będziesz odmawiać Koronkę Franciszkańską[290]. W pierwszej nie cieszyłam się z powodu mojej chwały i radości, ale dlatego, że nadszedł czas odkupienia człowieka i Bożego przebaczenia człowiekowi. Druga uszczęśliwiła mnie nie z powodu pochwały danej mi przez moją kuzynkę, ale dlatego, że rozpoczęłam odkupienie, uświęcając Chrzciciela poprzez przyniesienie mu mojego Jezusa, waszego Odkupiciela. Błogosławieństwo trzeciej nie było jedynie za to, że stałam się - bez bólu i skazy na mojej dziewictwie - matką, ani nawet za łaskę możliwości ucałowania Boga, mego Syna. Ale dlatego, że Ziemia miała już Zbawiciela. To, co uradowało mnie po raz czwarty, to fakt, że w trzech Mędrcach widziałam wszystkich tych, którzy z każdej części świata i w każdej epoce Ziemi, od tej chwili, przyjdą ku Światłu, ku memu Panu, i ogłoszą Go swoim Królem, swoim Zbawicielem i Bogiem. Radość piątego wydarzenia płynie nie tylko z mojej miłości Matki, która przestaje cierpieć, gdyż zagubiony Syn zostaje odnaleziony. Byłby to egoizm. Ale była to niewymowna radość, gdy usłyszałam po raz pierwszy echo "Dobrej Nowiny" i zrozumiałam, że z wyprzedzeniem kilku lat padała ona w niektóre serca i kiełkowała w nich jako wieczna roślina. Radowałam się z powodu tych, którzy zostali wcześniej pouczeni. Szóstą radością była jeszcze większa miłość do was, stworzenia odkupione. Zmartwychwstały mówił mi, że Niebiosa są otwarte i już zamieszkane przez świętych Pańskich, którzy od wieków oczekiwali tej godziny, i że w tych Niebiosach gotowe są miejsca dla dziesięciu i dziesięciu tysięcy zbawionych. A dla mnie, waszej Matki, wiedzieć, że wasze mieszkanie jest gotowe, było radością o niezmierzonej głębi. Wreszcie siódma radość nie była dla mojej chwały. Ale dlatego, że uczyniona z dobroci Bożej Królową Niebios, mogłam jako Królowa zajmować się wami, moi umiłowani, i wybrana, by zasiąść po prawicy Boga, mogłam bezpośrednio i z potężną błagalną mocą mówić, modlić się, wypraszać dla was. Żadna radość nie była tylko dla mnie samej. Egoizm, choćby najbardziej słuszny i święty, niszczy miłość. Każda radość przyszła do mnie z miłości doskonałej i pobudzała do miłości jeszcze doskonalszej. Teraz jestem błogosławiona. Bardziej niż to nie mogłabym być, ponieważ jestem otoczona trójjedynym uściskiem Boga. Ale nadal korzystam z mojej błogości dla miłości do was. Także tutaj stosuję prawo[291]: kocham Boga z całej siebie, a bliźniego jak siebie samą. Siebie samą nie dlatego, że jestem Maryją, ale dlatego, że Maryja znalazła łaskę u Pana i jest przez Niego kochana; przeto jest stworzeniem świętym w Nim i z Niego, cząstką[292] Jego. O, moja Teologia! Ma tylko jedno słowo klucz: "Miłość". Jestem Królową Niebios, ponieważ zrozumiałam tę Teologię jak żadne inne stworzenie. Kochaj. Będziesz zbawiona. Kochaj. Kochaj słowem lub milczeniem. Kochaj czynem lub bezruchem. Kochaj z żarliwością albo w cierpieniu oschłości. Kochaj w radości i w bólu. Kochaj w zwycięstwie i w słabości. Kochaj w pokusie i w wolności od Nieprzyjaciela. Kochaj zawsze. Niech będzie w tobie punkt, ten najgłębszy, który pośród całej istoty zranionej, pobitej, konającej, ogłuszonej bólem, wyczerpanej atakami demona, znużonej wydarzeniami życia, miotanej jak okręt w burzy, potrafi pozostać spokojny i żywy w miłości. Punkt w tobie, który ma tylko jedną misję: kochać, i wypełnia ją poprzez umysł, serce, ciało. I niech ten punkt będzie twoim sanktuarium. Niech będzie tam ołtarz z lampą zawsze zapaloną, z kwiatami zawsze świeżymi, z uwielbieniem zawsze rozbrzmiewającym. Czy będziesz płakać, czy się śmiać, czy będziesz mieć nadzieję, czy wątpić, czy zostaniesz wysłuchana, czy nie, niech najświętsza część twego ducha, ta, która żyje w owym punkcie poświęconym kultowi Boga, zawsze umie powiedzieć[293]: "Gloria tibi, Domine. Gloria! Laudamus Te! Benedicimus Te! Adoramus Te! Glorificamus Te! Quoniam Tu solus Sanctus; Tu solus Dominus; Tu solus Altissimus. Cum Angelis et Archangelis, cum Thronis et Dominationibus, cumque omni militia caelestis exercitus, himnum gloriae tuae canimus, sine fine dicentes: Sanctus, Sanctus, Sanctus!". Przed Podniesieniem przychodzi uwielbienie. Przed Spożyciem przychodzi uwielbienie. Umiej odprawić swoją Mszę. Każda ofiara jest kapłanem. Ale nie jest się kapłanem, jeśli nie umie się odprawiać Mszy. We wszystkich jej częściach. Spójrz na mojego Jezusa. Zanim został wywyższony i spożyty, oddał chwałę Ojcu[294]. A wiedział już, co Go czeka. Niech śpiewa twoje serce, o Mario. Niech śpiewa, nawet jeśli łzy płyną z twoich oczu. Niech śpiew okryje twój jęk i głosy szatana, który chce cię przekonać, byś sobie nie ufała, by przeszkodzić ci w podążaniu za twoją misją; który chce cię przekonać, że Bóg cię nie słucha, by przeszkodzić ci w modlitwie; który chce cię przekonać, że jesteś zgubiona, by cię zgubić. Nie. Nie jesteś zgubiona. Wytrwaj. Więcej wart jest jeden dzień, jedna godzina wierności w tej chwili, niż dziesięć lat spędzonych w bólu fizycznym i pokucie, lecz z pokojem w sercu i Bogiem odczuwalnym u twego boku. Wytrwaj. "Kto wytrwa aż do końca, będzie zbawiony". Mówi to Jezus[295], mój i twój. A ja ci to mówię. Cierp w pokoju. Wkrótce przyjdę." (Uwaga moja). Jestem pogrążona w bólu. Zapadam w odrętwienie w jego towarzystwie, a gdy się z niego budzę, zastaję je tam, natychmiast raczące mnie swoim koszmarem: "Bóg cię nie kocha. Jesteś potępiona. Jesteś kłamczynią. Szaloną. Heretyczką". To prawdziwy koszmar. Odbiera mi wszelką pociechę. Zaciemnia nawet materialne światło słońca i widok tego naturalnego piękna, które w innym stanie ducha by mnie rozradowało. Czyni mnie niezdolną do jakiegokolwiek zajęcia. Niweczy mi spokój, jaki dawała mi modlitwa, i radość modlitwy. Mówię i słyszę tę myśl. Piszę i kotłuje się ona w mym mózgu. Czytam i przytłacza słowa. Jest tam, wciąż tam... Ledwie wracam do siebie, pierwszym odczuciem jest właśnie ta myśl. Jeszcze nie otworzyłam oczu, ust, nie poruszyłam rękami, a ona już jest w ruchu, drążąc mi serce i umysł. Ledwie przestaje mówić Mistrz albo Mamusia, a ona wznawia swoją pracę korniku, który niestrudzenie toczy tam, gdzie się zagnieździł. Trzeba tego doświadczyć, by zrozumieć, czym to jest...
PRZYPISY
[282] Dyktando z 20 lutego znajduje się w rozdziale 613 Ewangelii tak, jak została mi objawiona: dokonano wskazanej tutaj korekty. Adnotacja w nawiasie odnosi się do jednego z maszynopisów, które omówiliśmy w notatkach do 4 i 22 lutego.
[283] wizja Wielkiego Piątku (7 kwietnia), która stanowi rozdział 607 głównego dzieła.
[284] powiedział w Ewangelii Mateusza 24:22; Marka 13:20.
[285] pomocnika, mianowicie człowieka z Cyreny: Mateusza 27:32; Marka 15:21; Łukasza 23:26.
[286] anioła, który jest w Łukasza 22:43.
[287] Cały sąd jest odroczony, jak powiedziano w Jana 5:22.
[288] nałożyć ... jak jest powiedziane w Mateusza 23:4; Łukasza 11:46.
[289] w domu innych osób, a mianowicie małżeństwa Giovannetti w Sant'Andrea di Còmpito, jak wyjaśniliśmy w notatce dotyczącej przemieszczenia pod datą 24 kwietnia.
[290] Korona franciszkańska jest praktyką nabożeństwa do Najświętszej Maryi Panny, w której rozważa się siedem "alegorii". Pierwsza dotyczy wcielenia Słowa po zwiastowaniu Archanioła. Pozostałe wynikają z tekstu niniejszego "dyktanda", w tym szósta, która dotyczy faktu (objawienia się Zmartwychwstałego Jezusa Matce) nie poświadczonego w Ewangeliach, ale uznanego za wiarygodny i opisanego w głównym dziele Marii Valtorty, jak zauważyliśmy na końcu pisma z 24 kwietnia 1943 roku.
[291] prawo z Księgi Kapłańskiej 19:18; Powtórzonego Prawa 6:5.
[292] część nie jako "część", ale jako "udział".
[293] powiedzieć, wyrażeniami łacińskimi zaczerpniętymi z "Gloria" i "Prefacji" obowiązującego wówczas Mszału.
[294] oddał chwałę Ojcu, jak w Jana 14-17.
[295] Jezus mówi o tym w Ewangelii Mateusza 10:22; 24:13.