QUADERNI
13 lutego 1944 r.
Mówi Jezus: "Moja biedna gwiazdko, która pozostałaś zanurzona pod burzą bólu swego Jezusa, ukryta, zaćmiona, unicestwiona za moim nieskończonym bólem jak gwiazdka za słońcem; mój biedny fiołku, obciążony aż do zgięcia się pod krwią swego Jezusa, jak zioła, które widziałaś przesiąknięte moim czerwonym potem w ogrodzie, czy wiesz, co ci uczyniłem? Zaprowadziłem cię do "miłości współuczestnictwa", która jest doskonałością miłości zjednoczenia, o której mówiłem ci jesienią[136]. Teraz jest wiosna, już nie jesień. "Zima minęła... kwiaty ukazały się na naszej ziemi... Powstań, przyjaciółko moja!". Miłość zjednoczenia jest wysoka. Najwyższa, na szczycie tej wysokości, jest "miłość współuczestnictwa". W pierwszej unicestwiasz się, wraz ze swoją ludzką osobowością, w swoim Umiłowanym. W drugiej zastępujesz sobą swego Umiłowanego, otaczasz Go: On jest duszą, ty szatą duszy, i czujesz w tej swojej szacie cierpienia swojej Miłości, podczas gdy w twoim wnętrzu On krzyczy swoje duchowe i moralne udręki i daje ci je poznać, tak jak myśl daje poznać ciału wrażenia umysłu, i otrzymujesz wrażenia materialne. Jest to miłość współczucia. Współ-cierpienia. Czyli jest to Męka przeżywana przez Chrystusa i przez czcicielkę Chrystusa. To ci uczyniłem. A jeśli wprowadziłem cię do "komnaty win" i ich zapach tak cię odurzył, że upadłaś jak martwa, wiedz, umiłowana, że to wino jest moją Krwią. To ono napełnia komnatę swoim boskim zapachem i wraz z nim zstępuje w twoje serce, zawieszając życie dla wyższego Życia, i wraz z nim wznosi się do twojej myśli, dając ci intuicje i światła już nie ziemskie, lecz nadprzyrodzone, lecz boskie, ponieważ to Ja mówię w twojej myśli, i nie ma o Mnie słowa bardziej boskiego niż to, które wypowiadają moje udręki Odkupiciela. "W cieniu Tego, którego pragnęłam, usiadłam". Lecz to drzewo nie jest jabłonią obładowaną jabłkami, lecz moim Krzyżem, z którego zwisa jeden jedyny owoc: twój Chrystus. Otóż Ja z niego schodzę, zstąpiłem z niego, aby "podtrzymać cię" kwiatami miłości, aby "pocieszyć cię" moimi pieszczotami, ponieważ "omdlewałaś" z miłości współczującej. Droga, jakże cię kocham za twoją miłość! Twoje łzy, gdy byłaś świadkiem mojego płaczu, twoje łzy, gdy słyszałaś świst biczów, twoje łzy, gdy widziałaś, jak upadam na kamienie, i inne, które wylejesz przed moją ostateczną torturą i moim ostatecznym spustoszeniem, Ja już ich skosztowałem, i były dla Mnie, wraz z łzami dusz będących ci siostrami w miłości współuczestnictwa, słodsze niż wino nasycone miodem. Były one w kielichu, który podał Mi anioł[137], aby złagodzić gorycz ojcowskiego kielicha, aby wzmocnić moje Człowieczeństwo omdlewające w okrutnej agonii. On, anioł mojego bólu, aby pocieszyć mego przygnębionego ducha, wyliczył Mi wszystkie imiona tych, którzy będą Mnie kochać, całkowicie kochać aż do podzielenia moich udręk, a wśród nich było twoje imię, fiołku, gwiazdko, mały Janie, Mario, Mario moja. Dziękuję, duszo, którą kocham! Poszedłbym i szedłbym wolniej, wprowadzając cię w moje cierpienie. Lecz trzeba przyspieszyć czas. Ja wiem. Muszę zatem przyspieszyć poznanie. Nawet jeśli sprawiają, że czujesz się tak źle, spadając na ciebie masowo. A jeśli ktoś wypowie słowa już powiedziane[138] w Ewangelii: "A czyż Ten, który uzdrowił niewidomego od urodzenia, nie mógł sprawić, by ta nie cierpiała?", Ja odpowiadam: "Potrzebuję jej bólu dla wielkiego dzieła". Będzie Mi można także powiedzieć: "Dlaczego nie zacząłeś od bólów przygotowawczych, przynajmniej od Wieczerzy? Dlaczego nie zakończyłeś na Ukrzyżowaniu?". Ja odpowiadam: "Potrzebowałem, aby ta dusza była już przesiąknięta tym płaczem. Aby uczynić ją bardziej zdolną, bardziej rozjaśnioną, bardziej oczyszczoną do zobaczenia niewysłowionej Tajemnicy mojego umierania, by was odkupić". Do ołtarza nie wstępują, nie powinni wstępować, nieczyści i cieleśni. Lecz jeśli na wasze ołtarze mogą jeszcze wstępować, ponieważ jesteście ślepi, a Ja jestem cierpliwy, to do mojego ołtarza, uczestnicząc w mojej Mszy, może przyjść jedynie ten, kto oczyścił się kadzidłem miłości i wodą płaczu, i unicestwił ciało na stosie ofiary, pozostawiając przy życiu jedynie ducha. Podążam więc za moją metodą, nie waszą, i chciałbym z waszej strony mniej natarczywości w domaganiu się pewnych wyjaśnień o tak nieistotnych szczegółach, które mają wartość ciekawostki, a nie objawienia. Zostawcie w spokoju mojego Jana. Ta dusza, która widzi torturowanego swego Jezusa, nie może zajmować się i martwić patrzeniem, by zdać sprawę, czy Kajfasz ma brodę kwadratową czy spiczastą, czy Herod jest ubrany na czerwono czy na żółto, czy Piłat jest wysoki czy niski, i mówić nawet, o ile centymetrów jest niższy ode Mnie, czy sala Pretorium jest długa czy krótka, kwadratowa czy prostokątna. Gdybyście widzieli torturowaną osobę, którą najbardziej kochacie, zajmowalibyście się pierwszym przechodniem? Nie. Patrzylibyście jedynie na swego bliskiego albo zamknęlibyście oczy, by nic nie widzieć. Nie patrzylibyście na strój kobiety, posturę przechodnia, nos kogoś innego. Na miejsce, ludzie, na miejsce, gdy odsłaniają się tortury Boga. I niech to dotyczy również innych objawień. Mój mały Jan patrzy na Mnie, patrzy na Maryję. Nie ma oczu dla niczego innego. I jeśli na początku widzenia potrafi opisać otoczenie czy przyrodę, to gdy Ja lub moja Matka zaczynamy się odsłaniać, traci zdolność widzenia tego, co nie jest Nami. I tylko My, dla waszej jasności, przywołujemy jego uwagę na drugorzędny szczegół, jak szata, gest, zmiana światła, na to, co jest tłem i obramowaniem sceny. W przeciwnym razie "rzecznik" nie widziałby już niczego poza Chrystusem czy Maryją, czy Świętym, o którego chodzi. To dla waszego pouczenia i dla spokoju mojego małego Jana, który jest już aż nadto pochłonięty, pochłonięty ponad swoje siły, by mógł mieć, a zresztą nie mógłby mieć, jeszcze innych sił, aby zaspokajać bezużyteczne ciekawości. A teraz przyjdź, duszo moja. Przyjdź ze Mną. Zamknij oczy na świat i otwórz je tam, gdzie ci powiem, i patrz. Patrz i odpoczywaj. Teraz jest błogość. Dziś wieczorem uczynię widzenie bardziej wyraźnym, a ty je zapiszesz. Moje błogosławieństwo jest nad tobą." Dzisiaj nie przyszedł ten, kto miał przyjść. O godzinie 12.30, gdy byłam pewna, że nie przyjdzie, poskarżyłam się cicho Jezusowi: "Ach, Panie! Dzisiaj żadnej Mszy w radiu i żadnego Chleba dla mego duchowego głodu. A tak bardzo czekałam na to dziś rano z tego i innego powodu!". A On: "Nie ma znaczenia. Ucałuj moją Rękę. Eucharystia jest Ciałem, ale jest też Krwią, a moja Ręka jest czerwona od krwi". I tak przyjęłam Komunię... i jestem szczęśliwa. [Następują, z dzieła EWANGELIA, pierwszy fragment rozdziału 106, cały rozdział 101 oraz pozostałe fragmenty 2-13 rozdziału 106]
PRZYPISY
[136] o której mówiłem ci jesienią, 11 października 1943 roku. Poniższe cytaty pochodzą z Pieśni nad Pieśniami 2, 3.4.11-13.
[137] ... anioł ... kielich ..., jak w Ewangelii Łukasza 22: 41-43 w kontekście odniesień ewangelicznych, które umieściliśmy na początku "wizji" z 11 lutego.
[138] powiedział już w Jana 11:37.