QUADERNI
1 stycznia 1944 r.
Dziś miałam jedynie radość kontemplowania Świętego Oblicza Jezusa. Może mój dobry Jezus obliczył, że wystarczająco przemówił w dyktandzie[1] z 31 grudnia 1943 roku, które rozpoczęło się we wspomnianym dniu, a zakończyło o 2:30 w nocy 1 stycznia, po kilkugodzinnej przerwie spowodowanej przyczynami zewnętrznymi, które Ojciec dobrze zna, a które są moją udręką, ponieważ chciałabym móc zajmować się i słuchać tylko Jego. Być może chciał tak uczynić również dlatego, że biedna Maria dziś dyszy jak szczupak wyjęty z wody, a od 15:00 do 21:00 czuła się naprawdę źle, z dusznością i kołataniem serca tak niepokojącymi, że pogrążyły mnie w sennym odrętwieniu wcześniej niż zwykle i tak szybko, że pozostałam na trzech poduszkach, tak że cała jestem jednym bólem. Ale jestem szczęśliwa, ponieważ Go widziałam. Zwłaszcza Jego błogosławione oczy. Zanurzyłam się w tym żywym, magnetycznym szafirze, wychodząc z niego błogosławiona. I po tych kilku słowach skupiam się w tej błogości, aby pozostała mi towarzyszką przez całą noc.
PRZYPISY
[1] dyktando, które jest ostatnim z pism w tomie "Zeszyty z 1943 roku". Pisarka, jak zwykle, zwraca się do ojca Miglioriniego, swojego kierownika duchowego, przedstawionego już w poprzednim tomie.